Niedługo rusza Google for Jobs. Wsparcie czy zagrożenie dla SEO?

„Zawsze szukamy nowych sposobów na polepszenie użyteczności Wyszukiwarki dla naszych użytkowników, zarówno gdy szukają filmów do obejrzenia, przepisów do kuchni, czy ofert pracy” – tak jeszcze kilka tygodni temu oficjele firmy Google odpowiadali na pogłoski o testach nowego narzędzia dedykowanego osobom poszukującym pracy. Zaledwie parę dni temu na corocznej konferencji Google I/O, korporacja potwierdziła, że niedługo uruchomi finalną wersję „Google for Jobs”. Na razie ma ruszyć w USA, jednak planowana jest ekspansja do pozostałych krajów. Znając dotychczasowe ruchy Google, które są zazwyczaj dość zunifikowane i globalne, można śmiało przypuścić, że również do Polski trafi to rozszerzenie. Jak ma wyglądać i, co najważniejsze, jaki może mieć wpływ na SEO?

Dan Shure przypadkiem trafił do live testu nowego narzędzia i udokumentował wizytę:

To kolejny element, który przesuwa w dół standardowe wyniki wyszukiwania. Obok reklam, mapek i bezpośrednich odpowiedzi, na części zapytań kolejnym boksem ma być wyszukiwarka ofert pracy. Według obserwacji, boks pojawiał się na takich zapytaniach jak „praca online”, „wpisywanie danych praca online”, „newbury street praca” (oczywiście po angielsku). Nie ma wątpliwości, że ruch organiczny z zapytań związanych z pracą znacznie spadnie i zostanie przejęty przez nowe narzędzie firmy Google.

Po przejściu do narzędzia ujawnia się interfejs analogiczny do Google Maps:

Ilość filtrów i parametryzacji ogłoszeń jest godna firmy specjalizującej się w wyszukiwaniu, choć nie to ma być osią narzędzia. CEO firmy Google ogłosił powstanie Google for Jobs w ścisłym związku z rozwojem machine learningu, a ogłoszenia mają być dokładnie dopasowywane do użytkownika. W betatestach z kilkoma amerykańskimi firmami skuteczność aplikacji na ich oferty pracy wzrosła o 18% (więcej w manifeście Sundara Pichaia). Wracając jednak do przyziemniejszej oceny, warto zauważyć, że w tym przykładzie oferty pracy pochodzą bezpośrednio z portali ogłoszeniowych i są podpisane ich nazwami. Rodzi to problem z oryginalnością treści, znany ze świata SEO. Na przykład co z tymi samymi ogłoszeniami pojawiającymi się na kilku portalach – które z nich zostanie wybrane jako te właściwe?

Możliwe jednak, że tego typu wątpliwości okażą się zbędne, ponieważ według pierwszych opublikowanych animacji wygląda na to, że nawet po kliknięciu w ofertę użytkownik jeszcze pozostaje w obrębie Google:

Dopiero dalszy przycisk „View on…” przenosi do właściwego portalu.

To dość agresywne wejście na rynek ofert pracy.

Cały tort dla Google

Aktualna, typowa droga użytkownika wpisującego w wyszukiwarkę „praca poznań” to:
1. Google: Wpisanie zapytania i przejście do jednego z portali na najwyższych pozycjach.
2. Portal ogłoszeniowy: Doprecyzowanie filtrami i dodatkowymi zapytaniami wyników.
3. Portal ogłoszeniowy: Zapoznanie się z wybranymi ogłoszeniami.
4. Portal ogłoszeniowy / pracodawca / poczta: Aplikacja na najlepsze oferty pracy.

Po zmianach prawdopodobna ścieżka ulegnie znacznej zmianie:
1. Google: Wpisanie zapytania i kliknięcie w narzędzie Google for Jobs.
2. Google: Doprecyzowanie filtrami i dodatkowymi zapytaniami wyników.
3. Google: Zapoznanie się z wybranymi ogłoszeniami.
4. Portal ogłoszeniowy / pracodawca / poczta: Aplikacja na najlepsze oferty pracy.

Firma Google de facto planuje przejąć dwa etapy. Jeśli bez problemu będą pobierane i wyświetlane treści ogłoszeń w obrębie Google for Jobs, użytkownicy mogą mieć tylko jeden powód, żeby opuścić to narzędzie – ewentualną próbę aplikacji, która jest ostatnim i oczywiście najrzadszym ilościowo etapem. W takim scenariuszu aktualnym portalom ogłoszeniowym może zostać głównie… techniczna obsługa aplikowania o pracę.

SEO w Google for Jobs

Wszyscy pozycjonerzy znają mantrę: dopóki istnieją wyszukiwarki, dopóty będzie możliwość manipulowania ich wynikami wyszukiwania. Nie inaczej powinno być w przypadku Google for Jobs. Działy SEO dużych portali ogłoszeniowych mogą już rozważać przeniesienie części swoich zasobów w kierunku prób uzyskania jak największej widoczności w nowej wyszukiwarce ofert pracy.

Podstawową trudnością z pewnością będzie istotna personalizacja tych wyników oraz intensywne użycie machine learning, który w większości jest czarną skrzynką nawet dla jego programistów. Ponadto większe firmy mogą pominąć pośrednika w postaci portalu ogłoszeniowego i podawać ogłoszenia bezpośrednio do narzędzia Google – już w betatestach tak działał na przykład FedEx. Kolejnym, wyżej wyraźnie opisanym problemem jest też pochłonięcie przez narzędzie co najmniej 2/3 dotychczasowych działań użytkowników. W obliczu tych zmian, pytać można nie tyle o to czy SEO będzie możliwe w Google for Jobs, ale czy w ogóle będzie opłacalne?

Pierwsze poważne odpowiedzi już niedługo

Narzędzie ma być uruchomione w Stanach Zjednoczonych w ciągu kilku tygodni, prawdopodobnie w czerwcu. Czekamy z niecierpliwością na możliwość przetestowania, a także na reakcje największych portali ogłoszeniowych za oceanem. Należy pamiętać, że powyższe obserwacje wynikają z pierwszych strzępków informacji i zrzutów ekranów. Finalne narzędzie może być na przykład znacznie łagodniejszą (lub agresywniejszą) ingerencją w rynek ofert pracy.

Na koniec przypominamy, że AMP zostało uruchomione w Polsce około rok po amerykańskim wdrożeniu. Polskie portale ogłoszeniowe mają jeszcze dużo czasu na obserwacje i przygotowania.

Zalinkowane źródła: Searchengineland.com, Blog.google. Źródła grafik: Dan Shure, firma Google, własne.

Komentarz: 1

  • Paweł Gawliński

    Paweł Gawliński

    Odpowiedz

    Jednym słowem serwisy z ogłoszeniami o pracę nie będą miały łatwego życia. Google zaczyna co raz mocniej ingerować w poszczególne branże.

Skomentuj

Twój email nie zostanie upubliczniony. Wymagane pola zostały oznaczone *
Możesz używać następujących tagów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>