Wyszukiwarka Google staje się opiniotwórczą platformą, w której będzie można subskrybować wydawców

Już od dwóch lat firma Google zmaga się z kryzysem wizerunkowym, który wynika z mimowolnego promowania jednoznacznie negatywnych treści i wyświetlania obok nich reklam. Temat regularnie wraca na naszym blogu (2016, 2017), a także w kuluarach giganta z Mountain View. Mimo że wątek wydaje się dość odległy od codziennego SEO, w praktyce jest ściśle z nim powiązany. Te problemy są jasną konsekwencją ustalania kolejności wyników za pomocą autonomicznych algorytmów. Jakiekolwiek zmiany w tej dziedzinie będą rzutować również na całe pozycjonowanie. Wystarczy na przykład spojrzeć na to jak zmieniły się wyniki wyszukiwania na przestrzeni ostatnich dwóch lat dla specyficznego zapytania – jednego z wielu, które zapoczątkowały modę na fake news:

Zmiana jest oczywiście niesamowicie pozytywna. To tylko jeden z wielu elementów składających się na ewolucję wyszukiwarki w zupełnie innym kierunku niż do tej pory: w kierunku opiniotwórczego miejsca.

Mija zaledwie dekada od czasów, gdy w wyszukiwarce królowały farmy treści i masowy spam, od czasu do czasu zwalczane w głośnych, triumfalnych aktualizacjach algorytmicznych. Następne aktualizacje, Pingwin, Panda, coraz bardziej ograniczały niskiej jakości wyniki wyszukiwania. W ciągu tych lat ewolucji wyszukiwarki Google, odbiorcy zaczęli się przyzwyczajać do coraz lepszych wyników i ufać im na tyle, że według badań z 2015 kolejność wyników mogłaby już wpłynąć nawet na ich osobiste preferencje wyborcze (The search engine manipulation effect (SEME) and its possible impact on the outcomes of elections). Zbiór jakichkolwiek wyników z internetu zmienił się w zbiór wartych zaufania wyników. Nie dziwi zatem wybuch kryzysu wizerunkowego, gdy największe czasopisma na świecie odkryły z przerażeniem, że wyniki wyszukiwania jednak nie są w rzeczywistości tak krystaliczne jak według opinii publicznej.

Zarząd Google mógł odwołać się do jak najbardziej słusznego „kiedyś było gorzej”. Zamiast tego, podjął wyzwanie (pokusę?) dogonienia opiniotwórczej sławy. Wszystko ma być wdrożone za pomocą algorytmów, które są trenowane na danych dostarczanych przez kilkadziesiąt tysięcy opiniujących pracowników. Patrząc na powyższą zmianę wyników o holocauście, można się zastanowić na ile wynikła z ręcznej interwencji, a na ile była jednak efektem autonomicznej modyfikacji, która rzutuje również na resztę wyników wyszukiwania.

Od Digital News Initiative w 2015 do Subscribe with Google w 2018

W ostatnim tygodniu świat obiegło ogłoszenie Google News Initiative, które ma na celu wsparcie wartościowych wydawców treści. Warto jednak zauważyć, że analogiczne działania są prowadzone już od 2015 roku za pomocą dofinansowań o wartości 150 milionów euro rocznie, takich projektów jak:

  • Stop Propaghate: API oparte o machine learning, które automatycznie wykrywa mowę nienawiści w newsach i przewiduje prawdopodobieństwo wywołania negatywnych komentarzy
  • Spot: środowisko AI agregujące, tłumaczące i integrujące wartościowe artykuły z wielu źródeł
  • Finlandzki system rekomendacji treści na podstawie wdrożenia machine learning

Teraz dołączają do nich szkolenia online, szkolenia offline (Google News Lab), a także partnerstwo. Swoją drogą szkolenia są naprawdę przyjemnie przygotowane i szczerze je polecamy:


https://newsinitiative.withgoogle.com/training/course/fundamentals
https://newsinitiative.withgoogle.com/training/course/publishing-and-monetization
https://newsinitiative.withgoogle.com/training/course/data-journalism

Prawdziwą rewolucją ma być jednak Subscribe with Google, czyli możliwość wykupienia subskrypcji z poziomu i ze wsparciem wyszukiwarki:


Co ważne, to nie tylko wdrożony paywall i płatność (prowizja Google od 5 do 15%), ale naprawdę złożony i głęboko testowany system, który m.in. proponuje subskrypcję na podstawie analizy zachowań użytkownika, a także jest zintegrowany z rozszerzeniem Google Analytics pod postacią News Consumer Insights.

Firma Google powołuje się na testową współpracę z St. Louis Post-Dispatch, gdzie doszło do 150% wzrostu wyświetleń artykułów, a także potrojenia tempa zakupów nowych subskrypcji.

SEO Business

Z punktu widzenia SEO, najważniejsze jest potwierdzenie przez pracowników Google, że zmiany wpłyną na kolejność wyników wyszukiwania. Bloomberg dotarł do pracowników już na tydzień przed oficjalnym ogłoszeniem inicjatywy, którzy stwierdzili, że w ramach promocji zaufanych wydawców, użytkownicy będą widzieć wyżej w wynikach wyszukiwania artykuły tych stron, których treści subskrybują. Stąd już niewielki krok do wyświetlania wyżej zaufanych wydawców nie tylko dla subskrybujących, ale też dla wszystkich użytkowników.

Jak stwierdza Chieff Business Officer Google:

Ekonomia jest tutaj całkiem jasna: Jeśli naszy partnerzy nie rosną, my nie rośniemy.

Źródło: Bloomberg.

Tymczasem inny gigant, Facebook, na falę fake news zareagował w zupełnie przeciwny sposób: coraz mniej treści od wydawców wyświetla się na tablicy użytkowników, a wyświetlanie jest ograniczane głównie do płatnych reklam. Obserwując kolejne kryzysy dotykające firmę nadal prowadzoną przez Marka Zuckerberga, w tym akcję #DeleteFacebook, w wyniku której m.in. firma SpaceX usunęła swój profil, wygląda na to, że ścieżka obrana przez Google jest znacznie bardziej fortunna.

Ostateczny wpływ na wyniki wyszukiwania zostanie oceniony już w rzeczywistych zapytaniach. Na razie Subscribe with Google jest niedostępna w Polsce, jednak podobnie jak wszystkie inne usługi, niedługo pojawi się również u nas. Warto zapoznać się z materiałami szkoleniowymi, a także śledzić przebieg wdrożenia w Stanach Zjednoczonych.

Zalinkowane źródła: Nprofit.net, Pnas.org, Newsinitiative.withgoogle.com, Blog.google, Bloomberg.com. Źródła grafik: Google.com, Newsinitiative.withgoogle.com, Blog.google.


Chcesz zwiększyć ruch
na swojej stronie internetowej?




Skontaktuj się z doradcą
i powierz pozycjonowanie specjalistom w branży SEO




* - Pole wymagane

Komentarz: 1

  • Ula

    Ula

    Odpowiedz

    Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, czy to rzeczywiście dobre posunięcie. Ale z drugiej strony chyba lepiej mieć dobrej jakości gatekeepera, nawet gdyby był płatny, niż pozwolić na totalną samowolę.

Skomentuj

Twój email nie zostanie upubliczniony. Wymagane pola zostały oznaczone *

Możesz używać następujących tagów HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>